5 rzeczy, które zaskoczyły mnie w drugiej ciąży

Samopoczucie

To raczej sprawa indywidualna, ale ostrzegam – druga ciąża wcale nie musi być taka sama jak pierwsza!

Nikt mi tego wcześniej nie powiedział. Przekonałam się na własnej skórze i to bardzo szybko, bo już w piątym tygodniu ciąży.

Wspomnienia pierwszej ciąży są bardzo, bardzo dobre. Żadnych mdłości, omdleń, zgagi, senności, złego samopoczucia. Tryskałam energią a pierwszy trymestr był tak przyjemny, że z tej radości przytyłam na starcie 3 kg 🙂

Pracowałam zawodowo do ósmego miesiąca, a dodam że do pracy mam 30 km i byłam zdana tylko na komunikację miejską. Doprawdy nic mi nie dolegało, oprócz wilczego apetytu.

I tak też wyobrażałam sobie drugą ciąże. Jejku ile to ja miałam planów i postanowień na te 9 miesięcy. Skrócony czas pracy, więcej czasu w domu z rodziną. Kontynuowanie treningów, codzienne spacery, basen itd. itd.

A tu ZONK.

Początek zimy. Silne wiatry, przeszywające zimno i niekończące się infekcje gardła. Do tego silne mdłości, które ni jak nie chciały zakończyć się wymiotami. A może gdybym tak z raz, dwa razy zwymiotowała to już byłoby lepiej ?

Po powrocie z pracy spałam cały wieczór, a moje dziecko w skrajnej ciszy siedziało przy mym łóżku i składało modele lego. Oczy same mi się zamykały, a ciało chciało być tylko w pozycji leżącej. Nie jadłam prawie nic. Rano w pracy długo zwlekałam ze śniadaniem, bo wiedziałam że gdy tylko wezmę kęs czegokolwiek będę czuła się tragicznie przez kolejne długie godziny. Dziennie z trudem osiągałam kaloryczność na poziomie 600 kcal. Nie trudno odgadnąć, że powrót komunikacją miejską z pracy do domu w godzinach szczytu, w mroźne dni, z prawie pustym żołądkiem był dla mnie na tyle wyczerpujący, że ostatnie schody na drugie piętro mieniły mi się w oczach.

Z wiadomością o mojej ciąży nie mogłam zbyt długo zwlekać, bo czułam się fatalnie i na prawdę trudno było udawać, że jest ze mną wszystko ok. W pierwszej ciąży z marszu skrócono mi czas pracy do 4h. Tutaj było inaczej. Inne biuro, inni kierownicy, dyrektorzy i cała reszta. Męczyłam się prawie 4 miesiące oczekując na decyzję, czy mogę jednak czy nie mogę krócej pracować. Bo przecież ciąża to nie choroba. Ciąża nie zagrożona. Co ty w ogóle dziewczyno chcesz !?

Po 4 miesiącach moje dolegliwości nie ustąpiły. Było gorzej – dostałam swędzącej wysypki na całym ciele! Koszmar nad koszmarami. Wieczorny prysznic był męką. W środku zimy mogłam brać tylko zimny prysznic. Na domiar złego w mieszkaniu nawaliło ogrzewanie i marzłam nie tylko w nocy ale i w dzień. A jak się ma taką wysypkę, to wierzcie mi bądź nie, człowiek ma ochotę leżeć nago i kłaść na siebie kolejne warstwy kremu łagodzącego.

Decyzja o skróceniu czasu pracy zapadła w wynikiem pozytywnym. Ale to już nie miało dla mnie znaczenia – zgodziłam się na zwolnienie lekarskie. Lekarz powiedział tylko: „Ciesze się, że w końcu Pani dojrzała do tej decyzji”.

I wiecie co? Głupia byłam, że go wcześniej nie posłuchałam. Namęczyłam się, wycierpiałam swoje. Praca i dojazdy dały się mocno we znaki, do tego stopnia, że w domu atmosfera stała się wojenna. I nic nie było takim jak sobie zaplanowałam. Przecież ta ciąża miała być taka piękna i radosna.

Czy ktoś mi współczuł ? Pocieszał ? Nie. W życiu zawodowym, w korporacji ludzie nie mają znaczenia. A ciąża skoro nie jest zagrożona, to przecież nie stanowi żadnego problemu by pracować jak dawniej. Dlaczego tylko nikt nie pomyślał o tym, że ja mogę czuć się gorzej niż podczas najgorszej z możliwych infekcji wirusowej ? Człowiek chodzi jak na niekończącym się kacu, ma problemy ze skupieniem się, jest niewyspany i wygłodniały. W takim stanie nie można pracować na pełnych obrotach, czego często oczekuje się w firmach.

Mniej spokoju, mniej czasu na odpoczynek

Zwykle jest tak, że jak już jesteśmy w kolejnej ciąży to w domu mamy co najmniej jedno dziecko. Wiek z pewnością odgrywa tu ogromne znaczenie. Bo inaczej będzie nam z tą ciążą przy dwulatku, inaczej przy pięciolatku.

Pewne jest jedno – nie masz już tyle wolnego czasu co w pierwszej ciąży. Musisz ugotować, wyprasować, wyprawić do przedszkola, pobawić się, wytulić, wycałować, poczytać na dobranoc, wykąpać itd. itd.

Kurcząca się przestrzeń

Narzekają prawie wszyscy – te co mieszkają w bloku na 43 metrach, ale i te co mają domek z metrażem 120 metrów.

Każdy kolejny człowiek zajmuje przestrzeń. Potrzebuje tej przestrzeni. A my, rodzice jesteśmy zobowiązani do  zapewnienia choć minimalnych wymogów – łóżko i komoda na ubrania. Niby tak niewiele, a jak dużo miejsca zajmuje prawda ? Gorzej, gdy mieszkanie czy dom mamy już tak urządzone, że musimy się czegoś pozbyć by móc wstawić nowe.

Moje M2 jest tak nieustawne, że chce mi się płakać na samą myśl. Odwlekam decyzję na jutro choć wiem, że w końcu będę musiała stawić temu czoła. Pocieszam się, że rok góra dwa musimy się przemęczyć, a potem najmłodszy trafi do pokoju starszego brata i będą spać w jednym łóżku. A teraz czeka nas spanie na rozkładanej sofie w pokoju dziennym, z noworodkiem w kołysce.. a jak z niej wyrośnie to sama nie wiem. Łóżeczko będzie musiało mieć kółka, bo nie ma takiego miejsca w naszym mieszkaniu by mogło stać na stałe. Co wieczór szuramy meblami żeby móc rozłożyć sofę 🙂

To są dopiero dylematy 🙂 A trzeba jeszcze pomyśleć, gdzie upchnąć niemowlęce zabawki, a gdzie schować zabawki starszaka, którymi może udławić się najmłodszy. No i czeka nas zakup kolejnej szafki na buty 🙂

Uciekające pieniądze

Przy pierwszym dziecku nie szalałam zbytnio. Raczej z rozwagą kupowaliśmy niemowlęce gadżety i żyło nam się naprawdę dobrze. Przez urlop macierzyński sporo udało nam się odłożyć.

Po kilku latach sytuacja wydawałaby się lepsza. Przecież więcej zarabiamy. Ale, ale ! Ceny skoczyły mocno w górę! Byście widzieli moją minę, gdy zobaczyłam ceny wózków z średniej półki czy ubranek dla dzieci w sieciówkach. Doprawdy mogłabym przysiąc, że przy pierwszym dziecku ceny były znacznie niższe. Dlatego kupuje człowiek rzeczy najpotrzebniejsze i z lękiem spogląda na stan konta. A tak bardzo chciałoby się ten piękny kocyk, otulacz czy misia z cry sensorem. Wszędzie ceny 100 zł i w górę. Pieluszki bambusowe, muślinowe i inne cudowności. Można naprawdę się zatracić i wiele stracić finansowo 😉 A trzeba pamiętać, że starszak też ma swoje potrzeby i to nie wcale takie tam widzi misie, ale buty trzeba kupić, kurtkę, opłacić przedszkole, wykarmić.

Ciało

Ah to ciało, nasze ciało. Z wiekiem ciało się zmienia, a każda kolejna ciąża jest później a nie wcześniej. Więc mamy lat więcej i ciało to wie, ciało to czuje.

Ciąża przed 30-stką i po 30-tce to mój przypadek. Różnice są ogromne. Było więcej siły, jest mniej siły. Wydolność była lepsza, teraz jest gorsza. Bóli kręgosłupa nie było, teraz bóle są. Bóle w dole brzucha i rwanie w dół były w ostatnim miesiącu, teraz pojawiły się na początku III trymestru. Lekarz mówi, że w każdej kolejnej ciąży kobieta będzie odczuwać, że dziecko jest niżej. I coś w tym jest ! Brzusio to ja miałam mały do 8mc, teraz też mi wolno rósł, ale jak wystrzelił jednej nocy, z początkiem 7 mc to się sama siebie przestraszyłam o poranku w lustrze. Jeszcze dwa miesiące a ja już czuje się tak jakbym była w 9 mc, tydzień przed porodem !

Tyje się mniej, to chyba fakt a nie mit. Zachcianki są mniej odczuwalne i nie gonie za pizzą czy kebabem – to przecież dla dzieciaków, a nie dla dojrzałej kobiety 😉

https://pixabay.com/

Facebook Comments
We use Cookies - By using this site or closing this you agree to our Cookies policy.
Accept Cookies
x
Shares