Karmienie na żądanie ? U nas posiłki jada się o stałych porach.

Karmiłam na żądanie. Czyli teoretycznie zawsze wtedy gdy moje niemowlę domagało się piersi. Czyli właściwie kiedy ? Jako niedoświadczona matka, przystawiałam do piersi zawsze gdy zapłakał. Bo przecież jak niemowlę płacze to jest głodne. I to był mój błąd numer jeden !

Karmienie na żądanie

Pierwsze dziecko karmiłam piersią 14 miesięcy. To była droga przez mękę i to od pierwszych dni. Serio. Nikt mi nie powiedział, że to takie trudne, bolesne i w y c z e r p u j ą c e ! Nie umiałam przystawiać do piersi, mały męczył się ze mną bardziej niż ja z nim. Jak przychodziła pora karmienia, czułam strach. Byłam tak zaaferowana tą niby naturalną czynnością, że przez pierwszą dobę nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby przebrać mu pieluszkę!

Gdy po kilku tygodniach pojęłam w końcu co i jak, a przetrwałam niejeden nawał i niejeden kryzys laktacyjny, to pojawiły się kolki. A wraz z nimi ulewanie, często chlustające. Konieczność odbijania doprowadzała mnie do szału, bo mały jak sobie beknął to dopiero po 40 minutach noszenia.

Przez pierwsze tygodnie połogu w domu odwiedzała mnie położna. Chwaliła mnie, bo malec przybierał na wadze – najpierw 400 gram na tydzień a potem nawet 900 g na tydzień (i to przy silnym ulewaniu). Gdy zapytałam czy czasami go nie przekarmiam, usłyszałam – „Dziecko karmione piersią nigdy nie będzie przekarmione, bo ono wie kiedy i ile potrzebuje mleka”

Z moich zapisków wynika, że do piersi przystawiałam nie rzadziej niż co 2 godziny i to przez całą dobę. Co daje w najlepszym wypadku 12 karmień na dobę. Dla noworodka, który je mało taki system może być ok, ale dla 2-miesięcznego niemowlaka opróżniającego obie piersi to już przesada, tym bardziej, że z moich piersi leciało ciurkiem i ściągnięcie laktatorem ręcznym 160 ml mleka z jednej piersi to był pikuś!

Startował z wagą 3600 g, a jako 2 miesięczne niemowlę osiągnął wagę 7 kg i wyskoczył w górę powyżej 97 centyla. Jakbym powiedziała lekarzowi, że karmię butelką to na pewno kazałby mi zredukować ilość pokarmu…

Byłam wykończona.

Po 30 minutowym karmieniu, było 40 minutowe odbijanie, 15 minutowa drzemka i godzinny płacz. Aż do kolejnego karmienia. Wieczorem kolki. O ulewaniu nie wspomnę. Chlustał na lewo i prawo. W nocy po karmieniu wybudzał się i płakał, płakał, płakał… Generalnie spał niespokojnie. Miał problemy z zasypianiem. Tłumaczyliśmy sobie, że ten typ tak ma. Pediatra ciągle powtarzał, że to minie – 3 pierwsze miesiące i będzie dobrze. Ale nie było. Potem usłyszałam, że musimy poczekać kolejne 3 miesiące… Ale nic się nie zmieniło.

Po 14 miesiącach postanowiłam zrezygnować z karmienia piersią. Liczyłam na to, że jak przejdziemy na butle to skończą się kilkukrotne pobudki nocne.


Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenia?


Chcecie wiedzieć dlaczego przy drugim dziecku zdecydowałam się na karmienie z zegarkiem w ręku ?

Karmienie na żądanie źle mi się kojarzy. Nie chce ponawiać tych samych błędów. Karmienie na żądanie jest sztuką. To umiejętność, która wymaga wiele wysiłku, zaangażowania a przede wszystkim zrozumienia. 

Nie każda matka potrafi rozróżnić płacz dziecka i jest na tyle kumata by zrozumieć komunikaty jakie daje jej dziecko. 

Ja nie potrafiłam rozróżnić płaczu spowodowanego zmęczeniem, rozdrażnieniem czy nudą od tego, który ewidentnie wskazywałby na głód. Często przystawiałam do piersi, bo nie umiałam uspokoić dziecka w inny sposób. 

Drugiego syna karmiłam na żądanie przez pierwsze 2 tygodnie życia. Bo cóż może chcieć noworodek prócz mleka. Potem stopniowo zaczynałam patrzeć na zegarek. Gdy płakał po godzinie od ostatniego karmienia, próbowałam go uspokoić, wyciszyć, uśpić. Udawało się i to w bardzo krótkim czasie. Dzięki temu nauczyłam się też rozpoznawać płacz niezwiązany z głodem.

Stopniowo sam zaczął wydłużać sobie czas między karmieniami i po skończonym miesiącu domagał się piersi średnio co 2,5 – 3 godziny. A czasami zdarzały się przerwy 4 godzinne.

Nie wciskam na siłę smoczka ani nie poje wodą, gdy po dwóch godzinach od ostatniego karmienia zanosi się płaczem a ja nie potrafię go uspokoić. Podaje pierś i nie rozpaczam, że zaburzyliśmy stałe pory karmienia. Bez spiny.

Jestem wielką fanką hafiji i tego co robi. Popieram i rozumiem promowanie karmienia piersią, również tego na żądanie. Ale mi ewidentnie to nie wychodziło. Moje dziecko było niespokojne, rozdrażnione, płaczliwe i trwało to bardzo długo.

Teraz, gdy mam w domu kolejnego brzdąca, widzę ogromną różnicę. Być może ten typ tak ma, że jest spokojny, je o stałych porach i potrafi przespać pół nocy mając niespełna 3 miesiące. A może wynika to po prostu z tego, że nie musi spać z pełnym brzuchem, cofającym się pokarmem i wzdęciami, z którymi nawet Espumisan nie dawał rady.

Nasz układ posiłków jest prawie taki jak opisuje w swojej książce pediatra Beniamin Spock, „Dziecko, pielęgnowanie i wychowanie”.  W dzień karmimy się co 3-4 godziny, w nocy co 4 godziny, a od kilku dni odeszło nam jedno karmienie nocne, dzięki czemu moje niemowlę przesypia 6-7 godzin. Jest spokojny, potrafi sam zasnąć, śpi kilka godzin a gdy wybudza się z drzemki jest pogodnym dzieckiem. A na wadze przybiera równomiernie trzymając się 50 centyla.

Beniamin Spock napisał w jednym ze swoich rozdziałów, że człowiek potrzebuje stałych pór na jedzenie bez względu na wiek. A organizm ludzki potrzebuje odpowiedniej ilości czasu by strawić spożyty pokarm. Dlatego proponuje by nie karmić niemowlęcia częściej niż co 1,5 godziny, a zdecydowanie optymalnym odstępem między karmieniami są 3 godziny.

Czytałam tą książkę jeszcze będąc w ciąży i już wtedy wiedziałam, że moje dziecko będzie karmione w tym systemie. Jestem zadowolona. Dziecko jest zdrowe i szczęśliwe. A w moim domu panuje błogi spokój 🙂

Facebook Comments
We use Cookies - By using this site or closing this you agree to our Cookies policy.
Accept Cookies
x
Shares