Plan porodu ? W planie to ja mam szybki poród

 Szybki poród

O porodach jest tyle historii co kobiet. Nie wiem dlaczego, ale wiele z nas lubi opowiadać o swoim porodzie. Bez względu na to czy był traumatycznym przeżyciem czy też przebiegł niezwykle szybko i prawie bezboleśnie. Często w opowieściach wspominamy o personelu szpitala, o tym jak nas przyjęli na oddział, jak traktowała nas położna, w jakich pozycjach mogłyśmy rodzić itd. Dlaczego ? Bo to niezwykle ważne, by podczas porodu czuć się komfortowo i bezpiecznie. Poczucie, że jesteśmy pod dobrą opieką ma niezwykle pozytywny wpływ na przebieg porodu i jego wspomnienie.

Ciesze się, że w naszym kraju powstała Fundacja Rodzić Po Ludzku.

Teraz mamy pełne prawo zaplanować swój poród. Czy jego przebieg będzie zgodny z tym co wpiszemy na kartach Planu Porodu pewności jednak nie mamy. Bo pamiętajcie, że mogą zaistnieć sytuacje zagrażające Twojemu życiu lub/i Twojego dziecka. Wówczas nie ważne jest, że nie godzisz się na nacięcie krocza, czy podanie oksytocyny.

Czy miałam Plan Porodu ? Nie.

W pierwszej ciąży uczęszczałam do szkoły rodzenia, gdzie zachęcano nas do przygotowania planu porodu. W związku z tym, że nie do końca wierzyłam w zasadność tego kwitka, mój Plan Porodu nie powstał. Co ma być to będzie i już. Zresztą wmówiłam sobie, że mój poród będzie szybki. Przyjadę do szpitala i urodzę 🙂

W szpitalu nawet mnie nie zapytano czy mam Plan Porodu. A procedury nieco odbiegały od tego jak powinno być. Na Izbę Przyjęć trafiłam ze regularnymi skurczami co 4 minuty, trwające 40 sec. Do KTG podłączyli mnie dopiero na sali porodowej. Zapis KTG nie wskazywał bym rodziła… (WTF?!) a ja tak bardzo byłam zaskoczona siłą bóli, że pragnęłam tylko jednego – cesarskiego cięcia. Mąż nie mógł ze mną być dopóki nie zacznie się akcja porodowa. Wg tej cholernej maszyny poród się nie zaczął, więc mąż został odesłany do domu z informacją, że zacznę rodzić najszybciej za 8h.

Położna opuściła sale porodową nie mówiąc mi gdzie idzie, ani gdzie mogę ją ewentualnie szukać. Zostałam sama w wielkiej sali z wypasioną łazienką. Nie było piłki, drabinki ani nawet maty, na której mogłabym przykucnąć. Goła, zimna podłoga i wielkie łóżko porodowe, które mnie przerażało. Po 15 minutach skurcze stały się silniejsze, prawie nie do wytrzymania i zaczęłam czuć potrzebę parcia, którą trudno było mi powstrzymać. Wyszłam na korytarz w poszukiwaniu pomocy. Trafiam do pomieszczenia, w którym siedziały dwie panie i sączyły leniwie kawkę. Mówię, że mam skurcze parte.

– Dobrze, zaraz ktoś do Pani przyjdzie – słyszę odpowiedź.

Wracam zrezygnowana do sali porodowej i czekam, czekam, czekam.. W końcu pojawia się moja położna i zagląda gdzie trzeba. Po czym stwierdza, że rozwarcie jest na 5 cm i mam leżeć plackiem ! A co najważniejsze – mam nie przeć nawet jak poczuje parte! Bo mnie rozerwie na strzępy.

Takiego scenariusza nie przewidziałam. Nie czytałam o tym w żadnej książce, a na szkole rodzenia nie wspominali, że skurcze parte mogą zacząć się przed pełnym rozwarciem ;|

Leżałam na plecach, czasami na lewym boku i starałam się nie przeć. Trwało to prawie 2 godziny! Szczęście, że mąż mógł przyjechać i być przy mnie. Położna co chwile gdzieś wychodziła bez słowa. Bóle w krzyżu były tak silne, że wraz ze skurczem dawało to tak ekstremalny ból, że odbierało mi rozum. Nie krzyczałam, bo sił na to kompletnie nie miałam.

Kiedy w końcu położna stwierdziła, że mamy prawie pełne rozwarcie powiedziała:

– Teraz może Pani sobie pomału przeć – po czym znowu gdzieś poszła!

Wściekłam się! Leżałam na lewym boku i próbowałam przeć, ale bałam się to robić. Wysłałam męża by przyprowadził położną, bo ja chce już w końcu rodzić ! Przyszła z łaski swojej i rozkazała bym położyła się na plecach.

Niestety ta pozycja spowodowała, że ostatnia faza porodu trwała dłużej niż powinna.

Suma summarum od pierwszego skurczu do narodzin pierworodnego minęły 4 godziny. Szybko ? Jak na pierworódkę to szybko. Za szybko. Bo personel szpitala nie był przygotowany na taki  przebieg porodu. Z góry zakładają, że jeśli to jest pierwszy poród to jednak potrwa to dłużej i ciężarna niepotrzebnie wpada w panikę.

Czy gdybym miała przy sobie Plan Porodu, mój pierwszy poród wyglądałby inaczej ?

Nie w tym szpitalu. Niestety


5 lat później trafiam na porodówkę drugi raz. Tym razem udajemy się do innego szpitala. Nie chce rodzić tam gdzie poprzednio, z wielu względów. Głównie z powodu braku należytej opieki w trakcie porodu jak i po porodzie.

Trudno powiedzieć czy w przeciągu 5 lat tak wiele się zmieniło, czy po prostu trafiłam do szpitala gdzie rodzącą traktują poważnie. Podobnie jak w pierwszej ciąży Plan Porodu nie powstał, bo wiedziałam że urodzę szybciej niż ostatnio. Ot tak sobie to zaplanowałam i już. Bałam się szalenie. Nic dziwnego, bo wiedziałam co mnie czeka i że urodzenie dziecka wcale nie jest takie proste jakby się wydawało.

O 23 poczułam pierwszy skurcz. Powtarzały się co 10 minut, więc rozpoczęliśmy przygotowanie do wyjścia. Syn nie miał najmniejszej ochoty wstawać z łóżka i mieliśmy nie lada problem by go rozbudzić. W efekcie dopiero grubo po północy trafiliśmy na Izbę Przyjęć, której nie mogliśmy znaleźć! Ze skurczami co 3 minuty siedziałam na krzesełku i odpowiadałam na pytania do formularza – adres zamieszkania, adres przychodni, poświadczenia i wiele wiele innych. Pani wpisywała wszystko jednym palcem do komputera, potem szukała papieru do drukarki, potem drukarka się zawiesiła. Jak już w końcu wszystko udało się wydrukować, a ja trzęsącą się ręką podpisałam świstki, podłączyli mnie na 20 min pod KTG. Położna odczytała zapis KTG po czym ze spokojem stwierdziła, że zobaczy co się dzieje… bo lekarz właśnie poszedł na CC.

Mamy prawie pełne rozwarcie – stwierdziła. A w jej oczach zobaczyłam lekkie przerażenie.

Lekarz na CC, brak sali porodowej, brak położnej do przyjęcia porodu. Zaczęli gdzieś wydzwaniać, a ja pomimo mej spokojnej natury, poczułam lekką panikę.

Usiadłam na krześle, by podpisać kolejne papierki. Już nie wiem co to było, po prostu chciałam jak najszybciej trafić na łóżko porodowe.

Po godzinie 1 przyszła położna. Poprosiłam o zawiezienie mnie na wózku. I chwała za ten pomysł, bo pewnie urodziłabym w windzie !

Gdy dowieźli mnie na porodówkę, zeszłam z wózka i poczułam silny skurcz a kilka sekund później główkę dziecka ! Położna siedziała przy komputerze i przepisywała coś z mojej karty ciąży. (!!!) Mówię, że mam parte, że czuje główkę, że stoję przy tym cholernym łóżku i nie mam siły na nie wejść.

– Pomału, żeby Pani nam nie urodziła na podłogę – usłyszałam tylko – Jak skurcz się skończy, proszę przejść na łóżko.

Skurcz się skończył. Wskoczyłam szybko na łóżko. Położyli mnie na lewym boku i po 3 partych mieliśmy dziecko na świecie.

Ja w szoku, mąż w szoku, położna w szoku. Mój drugi poród trwał 2,5 godziny licząc od pierwszego skurczu. Szybko – tak jak miałam w planie.


Oba porody nie zakończyły się nacięciem krocza. Nie miałam nawet okazji poskakać sobie na piłce, ani popróbować pozycji wertykalnych, które można teraz przyjmować w trakcie pierwszej fazy porodu. Tak w ogóle to nie wiem kiedy była pierwsza faza porodu.

Można by mi pozazdrościć. Ale to wcale nie jest takie fajne. Co prawda taki poród jest w pełni świadomy, bo bóle nie trwają tak długo by odebrać rozum 🙂 Także doskonale pamiętam każdy centymetr przesuwania się dziecka w kanale rodnym, odejście wód płodowych i przemiłe ciepło jego ciałka.

 

Facebook Comments
We use Cookies - By using this site or closing this you agree to our Cookies policy.
Accept Cookies
x
Shares