Zapach opieki

Cały dzień świeciło słońce. Widziałam przez zasłonięte okno.
Cały dzień spędziłam przed monitorem komputera.

Odpisywałam na maile [‘(…)analiza wyraźnie opisuje zachowanie systemu, proszę o zapoznanie się z dokumentem’], rozmawiałam z pracownikami [‘zamknij to zgłoszenie’, ‘wyceń to proszę’], piłam kawę [po dwóch łykach odstawiam kubek na bok, jest ohydna], jadłam mdły obiad w bufecie [niby domowy],pocieszałam koleżankę [‘znowu mnie zdradził’] i słuchałam opowieści młodego taty [‘chyba ma kolki, bo dużo płacze’].
Cały dzień myślałam co robi moje dziecko.
Cały dzień tęskniłam i marzyłam o przytulasu z pachnącym niewinnością ciałkiem.

szczesliwe-dziecko

Wieczorem skończyła się moja udręka i mogłam opuścić moloch. Z ulgą otworzyłam wielkie drzwi wyjściowe, by na twarzy poczuć mroźny powiew wiatru. Przymknęłam oczy i zobaczyłam ogromne słońce na błękitnym, czystym niebie, a wokół tylko lśniący biały śnieg i pustka. Tylko ja, cisza i zimny wiatr.
– Hej! Co tak stoisz!? – przerwano mi – Idziesz na peron? – pyta koleszka. Jest ciemno, w oddali pali się blade światło latarni. Ledwo dostrzegam jego rysy twarzy. ‘Ale się wypryskał’ – pomyślałam, gdy w mych nozdrzach zagościł ostry zapach męskich perfum. Fuj.
Idziemy razem. Śnieg skrzypi nam pod nogami, ale trudno jest mi się tym cieszyć, bo całą drogę ten nadaje jak katarynka.
– Chyba masz dzisiaj dobry dzień – przerwałam mu.
– Zgadłaś! – odpowiada radośnie – Wiesz, dostałem podwyżkę. Auto kupiłem i żona nareszcie w ciąży. Dostałem pozwolenie na budowę. Wiesz tam pod lasem, na obrzeżach miasta. Już mamy projekt, 150 metrów. Duży ogród, garaż. Z okna sypialni będziemy oglądać rzekę… – rozgadał się na nowo.
Marzę o transportacji. Proszę, niech ktoś mnie przeniesie do domu w jedną sekundę!

W Gdańsku mówimy sobie do widzenia. Teraz już samotnie idę na przystanek autobusowy. Wyruszam o czasie, jest mało ludzi, siedzę wygodnie na tylnej kanapie i wsłuchuje się w nierówny warkot silnika.
Mija godzina. Nareszcie mogę przekroczyć próg domu i przywitać się z synem.
– Mama! – słyszę jego głos na klatce. Z bólem wspinam się po schodach, jestem na pierwszym piętrze i masuje kolano. ‘Dlaczego nie mamy windy?‘
– Mamuś! – słyszę znowu. ‘Doskonały doping’ – myślę.
Rzuca mi się w ramiona, oplata rączkami wokół szyi. Ledwo oddycham. Nie, ja ledwo wstrzymuje oddech. Ten zapach. Ten smród. Boshe, dlaczego?! Gdzie moje kochane, słodko pachnące dziecko ?! Całuje, przytulam, pytam jak dzionek. Muszę coś zjeść, jestem głodka. Ale nie, najpierw muszę wykąpać Bombla, wrzucić ciuchy do pralki, zmyć, sprać, pozbyć się tego zapachu!
– Co ty robisz? – pyta eM.
– Nie czujesz? On śmierdzi! Proszę otwórz okna, wywietrz mieszkanie. – odpowiadam wściekła.
– Daj spokój, to tylko perfumy – mówi spokojnie. Ale ja nie słucham. To straszne, potworne!
Szoruje ciało, myje włosy, raz, drugi, trzeci. Wciąż czuje ten zapach.
Susze, ubieram w czyste ciuchy. Tak, teraz możemy iść do pokoju, możemy wspólnie zjeść kolacje, bawić się, przytulać, całować i kochać. Teraz dopiero czuje, że jestem we własnym domu i mogę upajać się jego cudownym dotykiem i zapachem, za którym tak tęskniłam.

Jeśli czyta to jakaś opiekunka (babcia, ciocia, niania) to proszę Cię – nie używaj perfum przy dziecku!

We use Cookies - By using this site or closing this you agree to our Cookies policy.
Accept Cookies
x
Shares