Trudne chwile kobiet w ciąży

Dawno już nie czułam się tak upokorzona. Pokrzywdził mnie tłum ludzi. Ludzi zdaje się wykształconych i dobrze wychowanych. Ponure miny to standard. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Zresztą, statystyki mówią same za siebie – Polacy są przepracowani, znerwicowani a co za tym idzie nieuprzejmi. Zatem te ponure miny nie zaskoczyły mnie niczym szczególnym, tacy już jesteśmy – brzydcy. Serdeczny uśmiech jest nam nieznany szczególnie gdy ktoś o coś poprosi. Nawet z okazaniem litości tłum ludzi ma problem. A najlepiej to w ogóle spuścić głowę i udać, że się nie słyszało albo i nawet nie widziało. Tak, dziś w tym tłumie ludzi czułam się niewidzialna. Choć moje 175 cm wzrostu nigdy mi na to nie pozwalało, dziś poczułam się mała jak ziarenko piasku miotane przez wiatr nieuprzejmości i wrogości.

Gdy zaszłam w kolejną ciąże obiecałam sobie, że będę walczyć o swoje prawa i nie zamilknę gdy ktoś będzie próbowałam mi wmówić, że wcale nie jestem w stanie odmiennym.

Druga ciąża pokazała mi zupełnie inne oblicze. To gorsze, bardziej uprzykrzające codzienność. Kilkumiesięczne mdłości, swędząca wysypka, liczne infekcje i ogólne złe samopoczucie włączając w to kompletny brak energii (również w II trymestrze!). W pracy każdy dzień był nie lada wyzwaniem. Zaliczanie kolejnych dwutysięczników w Tatrach było niczym w porównaniu z tym co musiałam przechodzić każdego ponurego dnia w biurowych czeluściach. Niestety już w pierwszych tygodniach ciąży, w mojej ukochanej pracy spotkałam się z brakiem wyrozumiałości. Przez co czułam się fatalnie. Ludzie potrafią zrównać Cię z ziemią i to właśnie wtedy kiedy jesteś w ciąży.

Za wszelką cenę jednak staram się walczyć o swoje. Społeczeństwo powinno traktować nas wyjątkowo i to bez wyjątków. Przecież w ciąży nie jest się całe życie. My jako społeczeństwo musimy nauczyć się traktować ciężarne z szacunkiem bez względu na wszystko.

Jest mi przykro. Smutek tak bardzo dziś wkradł się w moje serce, że trudno mi jest odbudować zaufanie do ludzi, którzy otaczają mnie na co dzień.

Choć stan ciąży jest dla mnie nienaturalny, uciążliwy i męczący to każdego dnia cieszyłam się, że mogę nosić w sobie człowieka. Przyczyniać się do jego wzrostu i rozwoju. Cieszyłam się do dziś. Bo dziś tłum ludzi uznał, że mój stan nie jest niczym nadzwyczajnym. Wkurza mnie stwierdzenie „ciąża to nie choroba” – szczególnie gdy wybrzmiewa z ust mężczyzny, któremu wydaje się że umiera mając katar.

Sytuacja nie była nadzwyczajna. Co miesiąc kobiety w ciąży wykonują badania krwi. Co miesiąc, musimy wysiedzieć swoje w poczekalni, bo nikt nie pokwapi się żeby ustąpić miejsce w kolejce słabszym, nowo narodzonym albo tym w dwupaku. I ja tak przesiadywałam, nawet do 2h. O ile udało mi się usiąść, bo i z tym był problem. Ale dziś było zupełnie inaczej. Musiałam wykonać krzywą cukru. Kto ma już to za sobą wie, że czeka go dwugodzinne siedzenie w poczekalni po uprzednim wypiciu glukozy o tak dużym stężeniu, że zanosi się na wymioty.

Wchodzisz do laboratorium, a tam 30 ludzi!

Jest godzina 8. Kolacje jadłaś o 17, bo jak zjesz później to całą noc męczy Cię zgaga. Jesteś 15 h na głodzie. Twoje nienarodzone wierci Ci dziury w brzuchu, żołądek kurczy się i wydaje z siebie dźwięki niezadowolenia, a w głowie wiruje cały świat jakbyś była na dwudniowym kacu. Chce ci się pić i jeść, a to uczucie jest tak silne, że na samą myśl czujesz, że zaraz zemdlejesz.

Przeliczasz sobie, że 1 osoba spędza w gabinecie 5 min. Razy 30 daje 150 min czekania. W najlepszym wypadku wejdziesz po godzinie 10, tylko po to by dostać kubek wody z rozpuszczoną glukozą. O 11 kończą pobieranie krwi, więc ni jak nie wyrobisz się z wykonaniem całego badania. Pytasz więc grzecznie ludzi, czy możesz wejść poza kolejką tłumacząc, że chodzi o krzywą cukru.

– A co, źle się Pani czuje ? – pada pytanie z ust starszej kobiety, która widocznie zupełnie nie zrozumiała o czym mowa. Albo nie słuchała mnie do końca.

Nikt więcej się nie odzywa. Nastaje tak głucha cisza, że zaczyna Ci być głupio, że w ogóle śmiesz prosić o cokolwiek. Ale ciągniesz dalej. Pytasz kto teraz wchodzi do laboratorium. Pytania zdaje się nikt nie usłyszeć, bo nikt się nie zgłasza! Ponawiasz pytanie i podnosi rękę jakiś gbur, który stuka w swój zegarek dodając przy tym, że on nie ma czasu.

– A Pani idzie do pracy ? – ktoś znowu rzuca, ale twarzy nie widać. Schował się za ekranem telefonu udając zainteresowanie.

Pytania pogarszają Twoją sytuację, bo ani się źle nie czujesz, ani nie idziesz do pracy tylko cholera nie chcesz czekać dwóch godzin na kubeczek w glukozą!

Panie w laboratorium nie pomogą. Sprawę masz sobie załatwić sama. Na drzwiach wisi kartka z prośbą o empatię dla kobiet w ciąży oraz kobiet z małymi dziećmi i pozwolenie o wpuszczenie poza kolejnością. Takie prośby kartkowe na nic się nie zdają. Jeśli nawet ktoś to przeczyta, to przecież jasne jest, że nie przepuści, bo on też chce by inni okazali mu empatię – przecież śpieszy się do pracy.

Jak w poczekalni są inne kobiety w ciąży a do tego choć jedna Pani z niemowlakiem, to nie masz szans na wywalczenie czegokolwiek. Bo przecież jak Ciebie przepuszczą to wypadałoby przepuścić pozostałych, również tych w podeszłym wieku.

Twoja ciąża staje się dla Ciebie udręką. Wyjście z domu do sklepu, lekarza, apteki jest koszmarem, bo stojąc w kolejce masz napady gorąca, jest Ci słabo, dziecko napiera na pęcherz, czujesz jak kości miednicy ci się rozchodzą a kość ogonowa tak boli, jakbyś co najmniej upadła na lodowisko.

Ludzie na Twój widok panikują, bo nie daj boshe będą musieli przepuścić Cię, albo zwolnić wygodne, cieplutkie siedzenie w autobusie.

Jest mi przykro.

I nienawidzę wszystkich, którzy byli świadkiem. Którzy nie mieli odwagi odezwać się. Którzy nie mieli w sobie ani trochę współczucia czy choćby tyci tyci wyrozumiałości. Tak wielki smutek mnie ogarnia na samą myśl, że żyje wśród ludzi zapatrzonych na siebie, na swoje potrzeby, zakochanych w swoim egoizmie. Którzy po prostu nie postarali się zrozumieć prośby jaka padła z ust ciężarnej będącej w III trymestrze ciąży.

Facebook Comments
We use Cookies - By using this site or closing this you agree to our Cookies policy.
Accept Cookies
x
Shares