Ktoś chciał mnie okraść… i było to dziecko

Z moim 5-letnim synem często rozmawiam o wartości pieniądza. Chodzimy razem na zakupy i dyskutujemy o produktach wartych swej ceny. Portfel mamy i taty jest nietykalny. Za każdym razem prosił bym dała mu np. naklejkę, którą schowałam do portfela. Nigdy nie robił tego sam.

A tu taka sytuacja…

Upalny dzień lata. Pierwsze chwile z dwójką dzieci. W tym jedno, najmłodsze dość upierdliwe – bo to ciągle głodne, niewyspane, niewytulone, niewybujane, przerażone światem. Ale co tam, daje radę … dość nieporadnie mi to idzie, bo przez 5 lat przywykłam do obsługi tylko jednego dziecka.

Mamy za sobą długi spacer, jednak w związku z tym, że młodszy smacznie śpi idziemy jeszcze na plac zabaw. Ciesze się, że mój syn tak łatwo nawiązuje kontakty i ma nowych kolegów do zabawy. A ja mogę posiedzieć na ławce i odpocząć po nieprzespanej nocy. Słoneczko miło przygrzewa. Jest cudnie. I nic nie zapowiada, że w najbliższym czasie pochłonie mnie chaos.

Mamuś! Chce mi się pić ! – przybiega do mnie cały spocony. Okazuje się, że w butelce nie zostało zbyt wiele wody. Proponuje więc, że pójdziemy do osiedlowego sklepu.

W sklepie tłum ludzi. Do tego przyjechał towar i zrobiło się dodatkowe zamieszanie z wnoszeniem palet. Wciskam wózek w rogu sklepu choć niewiele to daje, bo taranuje przejście. Szybko chwytam butelkę wody i lecimy do kasy. Po drodze dobieramy inne drobiazgi i robi się z tego dość spora siata zakupów. [Niestety nie potrafię się tego wyzbyć, zawsze jest mi coś potrzebne :)]

Z daleka widzę, że wózek zaczyna podskakiwać, a z jego wnętrza wydobywa się płacz. Po kilku minutach zaczynam czuć podenerwowanie, bo kobieta przede mną wylicza, że potrzebuje 5 plasterków szynki, 5 plasterków krakowskiej, 5 plasterków salcesonu, 5 plasterków sera. Ekspedientka nieśpiesznie liczy plastry, pakuje, kasuje, znowu kroi, pakuje, kasuje…

Mamo, mamo. Zobacz – woła mój syn, wskazując coś niewielkiego na pobliskiej półce – Takie chciałem! 

Aha. – odpowiadam, ale skupiam wzrok na wózku – Idź proszę do brata i go trochę pobujaj – proszę. Płacz nabiera na sile, a ja z niepokojem patrzę na zegar i liczę… 1,2,3,4… matko! Przecież karmiłam go 4 godziny temu! Tego płaczu już nic nie powstrzyma. Musimy szybko wracać do domu. Mam ochotę zostawić wszystko i wyjść, ale moje dziecko zdążyło już wypić pół butelki niezakupionej jeszcze wody.

W końcu wychodzimy ze sklepu. Starszak mówi o jakimś lizaku z zabawką. Zaczyna marudzić, że mu nic nie kupiłam, że go nie słucham i coś tam jeszcze. Nie mogę skupić myśli. Niemowlę drze się wniebogłosy. Z torby wyślizgują się jabłka. Zbieram je i z trudem próbuje upchnąć do kosza na dole wózka. Portfel mam pod pachą, torebka zsuwa mi się z ramienia. Podnoszę głowę, a starszy grzebie coś przy małym i niechcący wkłada mu do oka paluch brudny od piachu, ziemi i błota. AAAA! Mam ochotę krzyczeć!

Cześć Aga! – słyszę za mną kobiecy głos. Ooo, fajnie. Koleżanka, której od dawna nie widziałam. Wymieniamy kilka zdań, zachwycamy się płaczącym niemowlakiem i standardowo umawiamy się na później, bo śpieszy się zarówno mi jak i jej.

Szybkie sprawdzenie czy wszystko mamy i z niepokojem stwierdzam, że nie wiem gdzie upchnęłam portfel. Przez chwilę nawet nie mogłam sobie przypomnieć czy i gdzie schowałam zbliżeniówkę.

Tu jest! – zawołał radośnie mój syn, wskazując na boczną kieszeń torby. Z ulgą ruszyłam w stronę naszego bloku. Z trudem wtargaliśmy się na drugie piętro. Rzuciłam wszystko przy drzwiach i poszłam karmić małego. Starszy syn w tym czasie robił coś w swoim pokoju.

Mija piątek, sobota, niedziela. W poniedziałek rano odprowadzam małego do przedszkola – pierwszy dzień po wakacyjnej przerwie. A potem udaje się do sklepu po pieczywo. Przy kasie zamarłam. W portfelu nie ma mojej pomarańczowej karty. Płacę więc gotówką i w drodze powrotnej do domu przetrzepuje cały portfel, torebkę i torbę do wózka. Nie ma. Przyszedł czas na analizę… okazuje się, że ostatni raz płaciłam kartą w czwartek.

Z drżeniem rąk loguje się na konto bankowe by sprawdzić czy nas nie okradziono. Co prawda zbliżeniowo można zrobić zakupy tylko do 50 zł… ale można to zrobić w i e l o k r o t n i e.

Uff wszystko ok. Blokuje czasowo kartę, bo wciąż nie wiem co się z nią stało.

Po południu w drodze do przedszkola, zachodzę do osiedlowego sklepu z zapytaniem czy przypadkiem nie zostawiłam tam swojej karty. Tego dnia robiłam zakupy w pośpiechu i wielce prawdopodobne, że zostawiłam ją na blacie. Tym bardziej, że nie pamiętam jak ją chowałam do portfela.

Karty jednak nie było.

W drodze z przedszkola jak zwykle rozmawiamy z synem o minionym dniu. Opowiadamy sobie jak spędziliśmy czas, czy spotkało nas coś przykrego czy też mieliśmy wiele radości. W końcu ja zaczynam się żalić, że zgubiłam kartę płatniczą i przypominam synowi, że musiało to się wydarzyć tamtego dnia, gdy jego brat tak strasznie się rozpłakał w sklepie.

– Ja chyba wiem, gdzie jest ta karta – odpowiedział, ale zaraz szybko zamilkł.

– Tak ? Gdzie ? – zaczęłam wypytywać.

– W twoim portfelu – powiedział, spuścił głowę i zaczął coś mówić o ślimakach, które spotkał dziś na placu zabaw przy przedszkolu.

Heh przestałam wierzyć, że syn pomoże mi w poszukiwaniu karty. Po południu razem z mężem przeszukaliśmy całe mieszkanie. Nigdzie jej nie było. W końcu wieczorem opowiadam mu o dziwnej rozmowie z synem w drodze z przedszkola. Choć wciąż uważam, że to bez znaczenia.

Przywołujemy małego do pokoju i ponownie wypytujemy czy wie gdzie jest moja karta. Kręci głową, że nie. Ale za chwile przynosi z pokoju karteczkę z datą i godziną umówionej wizyty stomatologicznej.

Z rezygnacją odkładam kartkę na boku. A kilka sekund później dociera do mnie, że tą kartę dostałam w TEN czwartek. Byliśmy razem w przychodni by umówić się do stomatologa. Wsadziłam tą kartkę do portfela. Jakim cudem znalazła się w pokoju mojego syna ?!

Pytam więc czy nie ma więcej podobnych kartek. Stanowczo zaprzecza, ale mój mąż chwyta go za rękę i każe mu pokazać miejsce gdzie leżał kartonik od stomatologa. Chwilę później przychodzi z moją pomarańczową kartą.

Tak. Mój syn wyciągnął z mojego portfela kartę płatniczą. Długo nie chciał o tym rozmawiać, a ja z kolei nie chciałam go karać nie wiedząc jaki miał motyw.

W końcu po wieczornej modlitwie wyjawił mi brutalną prawdę.

Okazało się, że zrobił to na prośbę nowo poznanego kolegi. Niewiele starszego. Otóż umówili się, że jeśli mój syn przyniesie  mu karty z portfela mamy to on w zamian da mu kilka fajnych kart. Prawdopodobnie chodziło o karty z postaciami z bajek.

Pół nocy spać nie mogłam.

Tak. Mój syn jest coraz starszy. Myślałam że na takie problemy przyjdzie jeszcze czas.. że mam przed sobą jeszcze kilka w miarę spokojnych lat. Myliłam się.

Od tamtego dnia moją kartą nie można płacić zbliżeniowo, a gdy wpisuje PIN robię wszystko by nie widział tego mój kochany syn.

Częściej rozmawiamy o okrucieństwach tego świata, o grzechu kłamstwa i kradzieży. O zachowaniach ludzi, którzy niekoniecznie chcą działać na naszą korzyść. I o zaufaniu, którego trzeba używać rozsądnie.

To nie tak, że przestałam ufać swojemu dziecku. Wiem, że on nie chce wyrządzić nam krzywdy. Ale może tak się stać za pośrednictwem osób trzecich. Bo pewnego dnia ktoś kogo polubi będzie nim manipulować.

Facebook Comments
We use Cookies - By using this site or closing this you agree to our Cookies policy.
Accept Cookies
x
Shares