Przerażająca głupota rodziców

Nie wszystkim rodzicom się to zdarza. Bo zwykle dzieci chorują w swoich domach.

Nam się przytrafiło. Raz. Z głupoty. Z niewiedzy. Syna zawieźli do szpitala na sygnale. Miał niespełna 2 lata. Byłam wtedy w pracy. Nic nie wiedziałam. Później obwiniałam się, że znowu mnie przy nim nie było.

Udało mi się wyżebrać dzień urlopu. Ten jeden dzień na oddziale pediatrycznym dał mi obraz, którego zapomnieć długo nie mogłam.


Dzieci troszkę marudzą, czasami płaczą, bo boli, bo nuda, bo głód. Ale częściej jednak śpią. Nie ma tragedii. Każde dziecko ma swoje łóżko, pościel. Opieka jest cudowna, tylko trzeba być miłym i wyrozumiałym dla pracy po kilkanaście godzin, bez snu i często o głodzie.

Natomiast rodzice… tylko i wyłącznie n a r z e k a j ą.

Na jedzenie. Na pielęgniarki. Na lekarzy. Na skrzypiące łóżko. Na dziurkę w poszewce. Na brak zabawek dla dzieci. Na krzywe ściany!

Ich hasło przewodnie to: „Nie wytrzymam tego psychicznie”, które rozbrzmiewa kilka razy na dobę.

Serio. Po kilku rozmowach miałam tak dość, że większość dnia siedziałam z słuchawkami na uszach.

Zaczęłam się zastanawiać o co chodzi. Ja się cieszę, że dali mi polówkę i czystą pościel. Mogę zamówić obiad za 5 zł, zrobić sobie herbatkę w nowo wyremontowanym aneksie kuchennym. Mam dostęp do pomieszczenia dla rodziców gdzie jest wygodna, ogromna sofa, telewizor, radio i książki. A najważniejsze – że mogę być przy dziecku w chorobie! Nikt mnie nie wygania, a na każde moje zapewne głupie pytanie dostaje zwięzłą odpowiedź.

 

Warunki w polskich szpitalach nie należą do najlepszych. Wiem. Byłam nie raz. Wiele widziałam. Nie wiem, może jestem już zahartowana. Odporna na widok starych drzwi czy kafli w łazience, które pamiętają czasy PRL-u. A może po prostu umiem odnaleźć się w każdej sytuacji i w każdym miejscu ? I nie wymagam by wszędzie było tak jak ja sobie tego życzę czy wyobrażam. Jest jak jest. Szpital to nie hotel. Nie przyjeżdża się tutaj na wakacje.

Trzeci dzień z rzędu na śniadanie ta sama pasta rybna ? Nie chcesz, to nie dawaj tego swojemu dziecku, na dole jest sklepik. Kup bułkę, dżem i przestań marudzić. Radź sobie.
Pościel ci nie odpowiada? Przywieź z domu własną. Nie krzycz na pielęgniarkę, gdy ta przynosi Ci poszewkę z małą dziurką.

Doprawdy, gdyby przyszło nam żyć w czasie wojny. Większość umarła by z powodu niewygód i dyskomfortu psychicznego.


Rodzice z dzieckiem w szpitalu – 3 przerażające zachowania

Mamusiu, zrób mi dobrze
Dwulatek pije zimną cole po każdym posiłku. Między posiłkami je wszystkie rodzaje produktów Kinder – cukierki, czekoladki. Matka odmawia za każdym razem, gdy kucharka przyjeżdża z obiadem.
Tłumaczy mi wieczorem, że chce by dziecko dobrze odebrało pobyt w szpitalu, więc mu pozwala na jedzenie słodyczy. Normalnie to on w ogóle nie je słodkiego. Jedzenie szpitalne jest ohydne i nie będzie tego dawać dziecku. Tak mnie wmurowało, że nie wiedziałam co powiedzieć.
Mój malec jadł wszystko co mu szpital oferował. Niczym nie musiałam go dokarmiać. Nie miałam poczucia, że muszę mu kupić czekoladę, by poczuł się lepiej. Nawet mi to do głowy nie przyszło, bo on cieszył się, że z nim jestem. Dziecko nieco inaczej odbiera otoczenie niż dorośli. Co za idiotyzm – częstować dziecko łakociami, zamiast przytulić, poczytać książkę, rozmawiać o pobycie w szpitalu, które przecież nie jest karą a pomocą w drodze do zdrowia.

Laptop, tablet, smartfon – dobro konieczne
Byłam przerażona i samej mi się płakać chciało, gdy o godzinie 23 roczna dziewczynka nie mogła zasnąć. Wpadła w taką histerię, że musieli jej dać leki uspakajające. A płacz zaczął się około 19. Wyobrażacie sobie ?
Płakała tak mocno, że jej ubranko było mocno nasiąknięte potem.
Cały dzień komputer leżał w jej łóżeczku, a na ekranie nieustannie migały obrazki kreskówek. Gdy zaczęła wieczorem płakać, rodzice na siłę podsuwali jej laptop, mówiąc: “oglądaj bajeczkę”.
Podziwiam ich za cierpliwość, bo przez cztery godziny nie pokazali po sobie, że są zdenerwowani. Ale przerażenia też nie widziałam, tak jakby podobne akcje z wieczornym zasypianiem mieli codziennie.

I love chaos
Matka niespełna rocznej dziewczynki pokazała coś, czego ja w życiu po kobiecie bym się nie spodziewała.
Na szafce miała kilka dużych butelek z wodą, colą, napojami słodkimi – każda napoczęta. Do tego kilka talerzy z jedzeniem: na jednym nadgryziona kanapka, na drugim ogryzek i kilka winogron, na innym ziemniaki z wczorajszego obiadu. Dokumenty, czasopisma, kredki dziecka, niekapki, butelki, trzy rodzaje mleka. Można by wymieniać bez końca. Strach pomyśleć, co miała w szafce. Jej córeczka miała dwa duże kartony zabawek! W środku dnia, wszystkie zabawki walały się po podłodze. Na obchodzie lekarka wpadła w szał i zaczęła wyzywać ją od bałaganiary. Myślicie, że posprzątała ? Mąż był bardziej rozgarnięty, bo ten przynajmniej poukładał wszystko w rzędzie.
Ale to nie jedyny przypadek. Ludzie do szpitala znoszą stanowczo za dużo rzeczy. Sale są naprawdę małe, często trzeba dzielić te ciasne pomieszczenia z kilkoma rodzicami i ich dziećmi. To przykre, że większość osób ma w głębokim poważaniu innych. Poza tym trzeba być naprawdę niemądrym wnosząc pół domu do szpitala. Przecież w szpitalu jest mnóstwo bakterii, wirusów i innych świństw, których obecność w domu jest niemile widziana. Im więcej rzeczy przywieziemy ze szpitala tym większe prawdopodobieństwo, że zaczniemy hodowle nieproszonych gości pod własnym dachem.


I jak oni mają to wytrzymać psychicznie, skoro stale zamartwiają się warunkami szpitalnymi i nieszczęściem dziecka ?

A wystarczy być, przytulać, czytać bajki, kochać i nie myśleć każdego ranka: “Może dzisiaj nas wypuszczą”. Ja bym zwariowała. Zresztą po kilku dniach nastrój innych rodziców zaczął mi się udzielać i pomału traciłam cierpliwość, a wraz ze mną dziecko. To niczemu dobremu nie służy, a na pewno nie pozwala wyzdrowieć.

Na szczęście nie muszę już oglądać tej szopki. Nie kraja mi się serce, gdy matka krzyczy na swoje niemowlę, bo zrobiło rzadką kupkę. Nie muszę być uprzejma dla sąsiadki, która od rana do nocy marudzi jak to jest źle. Nie muszę zaciskać zębów, gdy pielęgniarka burczy coś do mnie, bo z góry zakłada, że jestem taka jak inni. Bywa że zespół medyczny jest nieuprzejmy. Wiem dlaczego – bo do tego przyzwyczaili ich rodzice małych dzieci.

Wiem, wiem. Nie wszyscy tacy są 😉 Ale co zobaczyłam to moje.

 

Czy wy również macie doświadczenia z pobytu w szpitalu z małym dzieckiem ? Jak to było u Was ?

 

Facebook Comments
We use Cookies - By using this site or closing this you agree to our Cookies policy.
Accept Cookies
x
Shares