Kiedy miałam już dość macierzyństwa, pojawiła się ona

273
views

Ten rok nie zaczął się dla mnie dobrze. Podobnie zresztą jak poprzedni – wystartowaliśmy z chorobami, kłótniami, nieprzespanymi nocami – często ze łzami w oczach. Bezsilność dawała mi się mocno we znaki. Nie czułam radości. A szczęście z posiadania dwójki dzieci uciekło gdzieś daleko. Nie mogłam go odnaleźć.  Każdego dnia doszukiwałam się choćby najmniejszej pozytywnej przyczyny, dla której na mej twarzy mógłby zagościć uśmiech.

Pustka. Ogromna dziura. Przepaść, której dna nie było widać. Brak sensu i chęć ucieczki. Oj tak, miałam ochotę spakować torbę i uciec daleko, daleko stąd. W nocy, ukradkiem. Tak by nikt nie widział i nie słyszał.

Pewnie powinnam zgłosić się o pomoc. Ale nie zrobiłam tego, bo gdy tylko zaczęłam komuś się zwierzać z mojego fatalnego stanu, to w połowie mych wywodów usłyszałam zarzuty. Bo powinnam się cieszyć, że mam cudownych chłopców, męża który pomaga, mieszkanie, dobrze płatną pracę itd. itd.

Brnęłam więc kolejne w dni w tej beznadziei.

Wtedy pojawiła się ona.

– Tak bardzo Ci zazdroszczę. Też bym chciała siedzieć w domu z dzieckiem. –  przytuliła go mocniej, a potem dodała – Jest cudowny.

– To na co czekacie ? – wymckneło mi się. Nastało krótkie choć zrozumiałe już dla mnie milczenie, a potem usłyszałam to czego się zupełnie nie spodziewałam.

– Staramy się już od roku i nic.

Życie bywa przewrotne. Pierwsze dziecko przyszło na świat nieoczekiwanie. W trudnym dla nich okresie. Potem on chciał drugie, a ona nie. Minęło kilka lat i pragnienie posiadania kolejnego dziecka zrodziło się również w jej sercu. Ale okazało się, że wcale nie musi być to takie łatwe jakby się wydawało.

Wstrząsnęło mną na chwilę. Przypomniałam sobie jak bardzo pragnęłam drugiego dziecka, ale mój mąż był stanowczo przeciwny (tak, bywa że to facet a nie kobieta nie chce kolejnego 😉 ). W pracy namawiali mnie, że mam go „oszukać” – bo przecież to kobieta zarządza tym czy zajdzie w ciąże czy nie…

Oszukiwać zamiaru nie miałam. Bo dziecko to wyzwanie. To obowiązek. To pragnienie, które musi czuć i ojciec i matka.

W końcu się udało. To cud, że ten mały człowiek jest z nami.

 

Poczułam wstyd do siebie. Poniekąd trochę też żal, że w ostatnich tygodniach byłam najbardziej marudną i narzekającą matką pod słońcem. Przecież tak bardzo pragnęłam tego by mój 5-letni już syn miał rodzeństwo. Pragnęłam jeszcze raz poczuć jak to jest mieć przy piersi małego człowieka. Tulić go, pocieszać i nosić całymi dniami. Tak bardzo tego chciałam, że nie przerażały mnie nieprzespane noce, kolki, choroby i inne trudności, z którymi zmagałam się niejednokrotnie przy pierwszym dziecku. Wiedziałam, że to minie i czeka mnie cudowny okres.

Ale po pół roku od porodu coś we mnie pękło. Być może to przemęczenie. Znudzenie. Monotonia. Kto wie.. może moja choroba. Przestało mnie cieszyć bycie mamuśką. Codziennie rano gdy zostawałam z chłopcami sama, ogarniał mnie lęk. Oczami wyobraźni widziałam przebieg ledwo co rozpoczętego dnia. Na samą myśl mnie mdliło… podobnie jak w chwili kiedy musiałam iść do znienawidzonej pracy.

Kilka dni, a właściwie tygodni żyłam w przekonaniu, że się do tego nie nadaję. Że popełniłam błąd. Nie powinnam mieć dzieci.

I wtedy przyszła ona i powiedziała o swych pragnieniach. O tym co czuje i jak bardzo marzy… tak bardzo jak ja, niespełna 2 lata temu.

Dlatego dzisiaj rano, gdy chłopcy przewalali się w moim łóżku – krzyczeli, popiskiwali i wspinali się na mnie by wygnieść moje obolałe piersi, zrobić kilka siniaków na nogach, wyrwać pęk włosów.  Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam cieszyć się tą chwilą. Choć i tak miałam ochotę ich pogonić 😉


Chcesz wiedzieć o Nas więcej ?

Obserwuj Nas na INSTAGRAM i/lub FACEBOOK