Masz w domu przedszkolaka ?

316
views

 


Było o o tym co dobre gdy posyłamy dziecko do przedszkola TUTAJ a teraz trochę o minusach.

przedszkolak


Chorowanie

Odbierasz dziecko z przedszkola i już widzisz po oczach, że będzie chore. Wieczorem spożywacie kolacje, a z małego noska zaczyna ściekać katar. W nocy jest już wysoka gorączka, a nad ranem pojawia się kaszel.
Albo – wieczorem biegacie jeszcze po parku, a nad ranem budzi cię przeraźliwy płacz przerywany wymiotami.
Zdaje się, że to nie ma końca, bo gdy kończycie lekoterapie i w poniedziałek twój szkrab idzie z uśmiechem na twarzy do przedszkola, to już we wtorek jest nawrót choroby ze zdwojoną siłą.


Pediatryczna rzeczywistość

Jest źle, więc idziecie do lekarza. Zaczyna się prawdziwa przygoda ze służbą zdrowia. Pediatra zaczyna od kropelek, syropków, inhalacji. Po dwóch dniach wracasz, bo stan się pogarsza. Antybiotyk. Penicylina. Mija pięć dni, bez zmian. Drugi antybiotyk, często sumamed. Jak jest poprawa to świetnie. Dajesz dziecko do przedszkola, bo musisz wracać do pracy. Odporność osłabiona, więc po dniu, może dwóch znowu jest katar, kaszel i gorączka. Wracacie do lekarza, ten wzrusza ramionami, bo już nie wie. Odsyła do laryngologa, bo może migdałki. W większej bezsilności pisze skierowanie do szpitala. Pediatrzy działają schematycznie. Przynajmniej Ci, z którymi ja miałam styczność.
Jak idziesz do innego pediatry, by dostać niezależną opinię, to słyszysz: Ale trzeba chodzić do jednego lekarza, ja nie znam historii choroby. Proszę stosować się do rad swojego lekarza.
Często na wiadomość, że dziecko chodzi do przedszkola, mówią – to normalneMinie, musicie to przeczekać. Kaszel może się utrzymywać do 3 miesięcy po infekcji, proszę się nie martwić. A jak pojawi się gorączka, to podać przeciwgorączkowy.


Problemy wychowawcze

Choroby to jedno. Gorsze zdaje się być życie ze świadomością, że Twoje dziecko odkrywa nowe możliwości manipulacji. Skąd? Od innych dzieci! Nie wszyscy rodzice wychowują swoje dziecko tak samo jak ty.
Mój nauczył się krzyczeć – zabawa bez krzyku jest do niczego.

Skakanie po stole jest super i dlaczego mama mi wcześniej tego nie pokazała.

A jak ktoś mnie zdenerwuje to go ugryze, a co.

Bunt jest silniejszy – koszulki nie zdejmę, bo nie. Na plac zabaw chce iść, ale butów nie ubiorę. Zjem tylko mięso, bo warzywa są niedobre. Dlaczego? Bo tak mówi mój kolega Grześ. Stwierdzenie nie chce pojawia się w zdaniu trzy razy. Tupanie nogami, rzucanie się na ziemie, uderzanie głową w podłogę – tego u nas nie było.
Szczerze? Czasami ciesze się, że mogę iść na 8 godzin do pracy. Wbrew pozorom traktuje to jako odpoczynek! Zeszły weekend był koszmarny, do tej pory szumi mi w uszach od tych wrzasków.


Zaległości w życiu zawodowym

Jak jest chorowanie, to siedzi taki rodzic w domu. A to oznacza, że nie ma go w pracy. Jakkolwiek – korporacja, własna działalność, nie ma znaczenia – po prostu teraz nie ma czasu na robotę i koniec. Bo rodzic musi podcierać zasmarkany nos, inhalować, miareczkować i podawać leki, usypiać, tulić i często gęsto po prostu czuwać.
Robią się zaległości. Tygodniowa przerwa to jeszcze nie tragedia, ale jeśli ciągnie się to miesiąc to zaczyna się sprawa komplikować. Co innego jak idziesz na planowany urlop – pozamykasz pewne tematy, wyznaczysz zastępstwo, słowem – przygotujesz siebie i firmę na własną nieobecność. A choroba przychodzi nagle, nie ma opcji „p l a n o w a n i e”.

Ktoś przejmie Twoje rozpoczęte projekty i zrobi je po swojemu. Jak je skończy i zostaną zaakceptowane przez „górę” to super. Gorzej gdy nikt ich nie przejmie, a termin jest nieprzesuwalny. Albo gdy macza w nim palce kilka osób i nikt nie potrafi się z nim uporać do końca. Wracasz dwa dni przed deadline-em i … siedzisz w robocie 14 godzin albo i dłużej.


Brak kontroli

  1. Straciłaś kontrolę nad tym co Twoje dziecko je w ciągu dnia.

Przedszkolny jadłospis jest ci znany, ale to w jaki sposób jest przygotowywane mięso, jak gotowane są warzywa – tego już nie wiesz. Możesz zapytać, ale po co się denerwować.

Kotlet – to na pewno kawałek mięsa rozbity na cienkie piórko obtoczony w podwójnej panierce – jajko, bułka tarta, jajko, bułka tarta i smażenie na głębokim oleju. Warzywa wrzucają do gara pełnego wody. Zupę zabielają gęstą, tłustą śmietaną, a placki ziemniaczane zawsze są posypane dużą ilością cukru. Na podwieczorek budyń z sokiem, kanapki z nutellą, kisiel z paczki, ciastka (pełne utwardzanych tłuszczy) z koniecznie słodzoną herbatą.

Starasz się unikać cukru jak możesz, a w przedszkolu dziecko nadrabia ? Nawet jeśli zapewniają Cię, że słodzą mało, to wierz mi, że prawda jest inna. Przedszkolanki trzymają w kieszeni cukierki – na pocieszenie. Co jakiś czas jakieś dziecko ma urodziny i przychodzi z pełnym worem cukierków, ciastek i innych smakołyków. Stara szkoła – dzieci lubią słodycze i nie wolno im tego odbierać, bo ich dzieciństwo będzie smutne.

Są przedszkola, które chwalą się zdrowymi i eko posiłkami dla dzieci, ale trzeba się liczyć z tym, że czesne jest dwukrotnie wyższe, a cena za posiłki przekracza 10zł/dzień.

2. Straciłaś kontrolę na tym co Twoje dziecko ubiera na spacer.

Wiecie dlaczego co roku, jesienią, w naszych przedszkolach jest epidemia ?

Poranki są chłodne, więc ubierasz dziecku cieplejszą kurtkę, zarzucasz czapkę i owijasz szyję szalikiem. W dzień temperatura przekracza 15 C, a czasami osiąga 20 C. Dzieciaki idąc na spacer są ubierane we wszystko to co wisi w szatni – bluza, kurtka, czapka, szalik i won na plac zabaw. Biegają, skaczą… pocą się. Taki dwu-/ trzylatek nie zawsze powie, że jest mu ciepło. Jest tak zajęty zabawą, że jest mu wszystko jedno. A przegrzanie = choroba.

I wracamy do punktu 1 posta 🙂


Chcesz wiedzieć o Nas więcej ?

Obserwuj Nas na INSTAGRAM i/lub FACEBOOK